środa, 24 października 2012

Rozdział 2


"POMOCY, ZNÓW TO ZROBIŁAM, DZIŚ ZNOWU SIĘ ZRANIŁAM. I NAJGORSZE JEST TO, ŻE NIE MA INNEGO WINNEGO."


Następnego dnia musiałam iść do szkoły. Właśnie, musiałam. Choć bardzo tego nie chciałam. Nie chciałam patrzeć na tą twarz która się śmieje i wygłupia. To boli. Nadal bardzo boli. "będę to robić. Będę się krzywdzić. Za każdym razem kiedy on na mnie spojrzy chodź na mini sekundę.." myślałam. I tak też robiłam. Ilekroć na mnie spojrzał, kierowałam się do łazienki i robiłam kolejne znaki na nadgarstku. Potrzebny był mi Kacper. Mój najlepszy na świecie przyjaciel. Mój brat, moja rodzina. Chciałam by ten dzień się szybko skończył bym mogła się zobaczyć z przyjacielem.  Ostatni dzwonek zbliżał się nieubłaganie. 13:44. Dzwoń głupi dzwonku! Dzwoń! No już! Dryyyyyyyyyyyyn, wreszcie. Zerwałam się, spakowałam książki i ruszyłam w stronę szatni. Wzięłam w rękę kurtkę z butami i wybiegłam z budynku.
Kierowałam się do parku, tam gdzie się zawsze spotykałam z Kacprem w poniedziałki i piątki po szkole.
Czekałam na niego. Usiadłam na ławce i nerwowo wypatrywałam mijający czas. Spóźniał się. 10 minut, 20 minut, 40 minut. Nie zjawił się. Postanowiłam wrócić do domu i zadzwonić do niego na skypie. Nie było go od wczoraj na komputerze. Dziwne. Zawsze pisał mi że go nie będzie, albo że się spóźni. A dzisiaj nic od niego nie dostałam. Ani telefonu, ani wiadomości. Jego telefon nie odpowiadał. Miał wyłączony.
Zaczęłam się zastanawiać co takiego go zatrzymało. Nagle w progu drzwi zobaczyłam mamę Kacpra. Wyglądała fatalnie. Do głowy nasuwało mi się jedno pytanie. "dlaczego do mnie przyszła? " podeszła do mnie i przytuliła mnie mocno. Zaczęła płakać. Nigdy jeszcze nie widziałam jej w takim stanie. Nie rozumiałam co się stało, dlaczego tak cierpi.
- spokojnie, co się stało, ciociu? Zapytałam zmartwiona. Kobieta odsunęła się i usiadła naprzeciwko mnie. Zaczęła nerwowo oplatać sobie ręce. Nie mogła zebrać słów do kupy.
- Rey.. Muszę Ci coś powiedzieć…
- ciociu, spokojnie. Mów co się dzieje.
on nie żyje. Mój mały synek nie żyje.. Wybełkotała łamliwym głosem. - mój Kacperek nie żyje.  Zamarłam. Dlaczego ona mu takie rzeczy mówi? Chciała żebym czuła się gorzej?
- co ty mówisz ciociu, to nie prawda. Kacper żyje, czemu tak mówisz? Zapytałam z łzami w oczach. Modliłam się o to by powiedziała że żartowała i żeby zza drzwi wybiegł uśmiechnięty Kacper.
- jego już nie ma. Zostawił nas. Moje słoneczko odeszło. Zaczęła mamrotać.  Zachowywała się tak jakby potrzebowała wizyty u psychologa.  Nie wiedziałam kompletnie co się dzieje. Nie trafiało to do mnie. Nie mogłam uwierzyć że mój najlepszy przyjaciel, mnie zostawił.  Akurat w ten chwili.. W tym momencie, kiedy najbardziej go potrzebowałam. Nie wytrzymałam psychicznie.  Łzy napłynęły mi do oczu. Rozpłakałam się. Obie płakałyśmy.
- za dwa tygodnie jest pogrzeb.. Kacperek na pewno by chciał abyś na nim była.. Kobieta wstała i z łzami w oczach opuściła mój pokój. Mój świat legł w gruzach. Nie docierało do mnie to co przed chwilą miało miejsce.  Chwyciłam za telefon i nerwowo wykręciłam numer Kacpra. Jeden sygnał.. Drugi.. Trzeci.. Czwarty… piąty… rozłączyłam się i spróbowałam ponownie. Pierwszy sygnał.. Drugi..trzeci… do pokoju wszedł mój brat i zobaczył mnie w kącie całą zapłakaną z telefonem w ręku.
- on odbierze… zobaczysz.. Tylko się ze mną droczy.. Gadałam jak szalona. Wykręcałam ponownie numer przyjaciela. Nie odbierał.
- tshhhhh. Już dobrze. Patrzy na ciebie na pewno tam z góry. Pocieszał mnie wskazując na niebo za oknem.
- ale on żyje Louis! On żyje! On mnie by nie zostawił! Dobrze wie że go potrzebuje! On …- zaczęłam płakać coraz bardziej.  Nie mogłam opanować łez wyciekających spod oczu. Czułam się niepotrzebna.
- Rey..
-Nie! Nie chce tego słuchać! On żyje! Jest na dole i się śmieje z mamą i tatą! Chodź znajdziemy go. Wzięłam za rękę brata i ruszyłam w stronę salonu i pokoi. Nigdzie go nie było. Chodziłam jak jakaś opętana po całym domu w poszukiwaniu Kacpra.
- kochanie.. Wiem że to dla ciebie trudne bo straciłaś przyjaciela.. Ale..
- nie mamo! On tu jest! Schował się i zaraz wyskoczy! Ja już go znam.  Zaraz wyskoczy i mnie przytuli.
- Annie powinniśmy z nią chyba jechać do specjalisty..
- nie Mark! Nie zrobisz z naszej córki chorej psychicznie dziewczyny. Uniosła się kobieta.
- ona potrzebuje czasu tato. Musi się otrząsnąć. Za pare dni to minie.. Za pare dni będzie już dobrze. 

poniedziałek, 22 października 2012

Rozdział 1


"W  ŻYCIU  KAŻDEGO  CZŁOWIEKA  ZNAJDZIE  SIĘ  OSOBA  KTÓRA  POTRAFI  ZNISZCZYĆ  NASZE  POUKŁADANE  ŻYCIE."



Przez ca
ły czas toczyłam wojnę z uczuciami. Nie mogłam się skupić na niczym innym. Ciągłe wracanie do wspomnień zabijało mnie od środka. Nie mogłam uwierzyć w to co się stało. Chciałam cofnąć czas. Do tego czasu kiedy byłam choć trochę szczęśliwa.  Do chwili kiedy był ze mną. Kiedy mnie wspierał i mówił jak bardzo mnie kocha. Ale czasu cofnąć się nie da. Chociaż chciałabym żeby istniał taki mały guziczek na którym widnieje napis "reset". Gdyby życie dało mi jeszcze jedną szanse, nie zmarnowałabym jej. Naprawiłabym to co zepsułam, ale pytanie czy ON też by to zrobił?


***
Rozmyślanie nad moim życiem przerwało pukanie do drzwi.
- mog
ę? Zapytał brat wchodząc niepewnie do pokoju.
- jasne. Odpar
łam zmuszając się do uśmiechu. Nie był szczery. A Louis to zauważył. Nie umiałam go oszukiwać. Znał mnie lepiej niż ja sama. Usiadł koło mnie na krześle i bacznie mi się przyglądał.
- znowu p
łakałaś. Rzucił z żalem.
- nie p
łakałam.  Próbowałam zaprzeczyć.
- mnie nie oszukasz Rey. Znam cie jak w
łasną kieszeń. Nie wracaj do tego co było. Nie warto. Jesteś śliczna, znajdziesz tego jedynego.
- wiesz.. Jako
ś nie mam nastroju żeby o tym teraz gadać.
- racja. Nie po to tu przyszed
łem. Pamiętasz jak ci obiecywałem że Cię poznam z zespołem?
- pami
ętam. Uśmiechnęłam się nieco
- no to s
łowa dotrzymuje. Ubierz się i zejdź na dół, zabieram cie na miasto z chłopakami.  Oznajmił kierując się do drzwi.  Byłam strasznie podekscytowana. Uwielbiałam ich piosenki. Energicznie zeskoczyłam z parapetu i poszłam się przebrać. Założyłam szare rurki, białą bluzkę z napisem "fix a heart",  kremowy sweterek i granatowe converse i wzięłam kurtkę.  Gdy schodziłam, chwyciłam telefon aby sprawdzić która godzina. 16.16 kurde
Gdy wesz
łam do salonu każdy na mnie spojrzał i bacznie mi się przyglądał.
- my
ślałem już że nie zejdziesz. Ucieszył się brat.
- patrzcie na Hazze haha. Jaki wryty haha. Za
śmiał się Niall.
- dobra ogar. To jest Rey, moja  siostra.  A to jest Niall, Zayn, Harry i Liam.
- mi
ło nam Cię poznać. Wszyscy odparli z uśmiechem na twarzy. Moją uwagę zwrócił Harry, na którego wcześniej trafiłam.  Troche głupio mi się zrobiło. Źle go wtedy potraktowałam. On uratował mi życie a ja? Wyszliśmy na miasto, poszliśmy do kawiarni coś zjeść bo Niall już z głodu nie wytrzymywałŚmialiśmy się i gadaliśmy o błahostkach.  Jedynie Harry nie odezwał się nawet słowem.
Świetnie się z nimi bawiłam. Pierwszy raz od dłuższego czasu się szczerze śmiałam. Byłam im za to bardzo wdzięczna.  Gdy czekaliśmy na pizze, Liam, Lou, Nialler i Zayn poszli po jedzenie. Zostałam sama z Harrym, miałam okazje go przeprosić.
- Harry, przepraszam Ci
ę za tamto.
- powiedzia
łaś co myślałaś.
- ale to nie by
ła prawda. To wszystko tak szybko się działo, ty mnie przed nimi uratowałeś, a ja cie wzięłam za jednego z nich.  Niesłusznie cie potraktowałam. Gdyby nie ty to byłoby już po mnie.  Za co jestem Ci dozgonnie wdzięczna, przepraszam..
- nic si
ę nie stało. Nie mógł bym pozwolić tym draniom aby Cię skrzywdzili. Zwłaszcza gdy jesteś siostrą mojego najlepszego przyjaciela. Odpowiedział posyłając uśmiech.  Odwzajemniłam gest.
 


wstęp

Hej :)


Jestem Jagoda i będę tutaj dodawać swoje "wypociny" :)
mam nadzieję że wam się spodobają. :) 

Będą tu mile widziane :

  • OPOWIADANIA
  • IMAGINY


za chwilę pierwszy rozdział. |