poniedziałek, 22 października 2012

Rozdział 1


"W  ŻYCIU  KAŻDEGO  CZŁOWIEKA  ZNAJDZIE  SIĘ  OSOBA  KTÓRA  POTRAFI  ZNISZCZYĆ  NASZE  POUKŁADANE  ŻYCIE."



Przez ca
ły czas toczyłam wojnę z uczuciami. Nie mogłam się skupić na niczym innym. Ciągłe wracanie do wspomnień zabijało mnie od środka. Nie mogłam uwierzyć w to co się stało. Chciałam cofnąć czas. Do tego czasu kiedy byłam choć trochę szczęśliwa.  Do chwili kiedy był ze mną. Kiedy mnie wspierał i mówił jak bardzo mnie kocha. Ale czasu cofnąć się nie da. Chociaż chciałabym żeby istniał taki mały guziczek na którym widnieje napis "reset". Gdyby życie dało mi jeszcze jedną szanse, nie zmarnowałabym jej. Naprawiłabym to co zepsułam, ale pytanie czy ON też by to zrobił?


***
Rozmyślanie nad moim życiem przerwało pukanie do drzwi.
- mog
ę? Zapytał brat wchodząc niepewnie do pokoju.
- jasne. Odpar
łam zmuszając się do uśmiechu. Nie był szczery. A Louis to zauważył. Nie umiałam go oszukiwać. Znał mnie lepiej niż ja sama. Usiadł koło mnie na krześle i bacznie mi się przyglądał.
- znowu p
łakałaś. Rzucił z żalem.
- nie p
łakałam.  Próbowałam zaprzeczyć.
- mnie nie oszukasz Rey. Znam cie jak w
łasną kieszeń. Nie wracaj do tego co było. Nie warto. Jesteś śliczna, znajdziesz tego jedynego.
- wiesz.. Jako
ś nie mam nastroju żeby o tym teraz gadać.
- racja. Nie po to tu przyszed
łem. Pamiętasz jak ci obiecywałem że Cię poznam z zespołem?
- pami
ętam. Uśmiechnęłam się nieco
- no to s
łowa dotrzymuje. Ubierz się i zejdź na dół, zabieram cie na miasto z chłopakami.  Oznajmił kierując się do drzwi.  Byłam strasznie podekscytowana. Uwielbiałam ich piosenki. Energicznie zeskoczyłam z parapetu i poszłam się przebrać. Założyłam szare rurki, białą bluzkę z napisem "fix a heart",  kremowy sweterek i granatowe converse i wzięłam kurtkę.  Gdy schodziłam, chwyciłam telefon aby sprawdzić która godzina. 16.16 kurde
Gdy wesz
łam do salonu każdy na mnie spojrzał i bacznie mi się przyglądał.
- my
ślałem już że nie zejdziesz. Ucieszył się brat.
- patrzcie na Hazze haha. Jaki wryty haha. Za
śmiał się Niall.
- dobra ogar. To jest Rey, moja  siostra.  A to jest Niall, Zayn, Harry i Liam.
- mi
ło nam Cię poznać. Wszyscy odparli z uśmiechem na twarzy. Moją uwagę zwrócił Harry, na którego wcześniej trafiłam.  Troche głupio mi się zrobiło. Źle go wtedy potraktowałam. On uratował mi życie a ja? Wyszliśmy na miasto, poszliśmy do kawiarni coś zjeść bo Niall już z głodu nie wytrzymywałŚmialiśmy się i gadaliśmy o błahostkach.  Jedynie Harry nie odezwał się nawet słowem.
Świetnie się z nimi bawiłam. Pierwszy raz od dłuższego czasu się szczerze śmiałam. Byłam im za to bardzo wdzięczna.  Gdy czekaliśmy na pizze, Liam, Lou, Nialler i Zayn poszli po jedzenie. Zostałam sama z Harrym, miałam okazje go przeprosić.
- Harry, przepraszam Ci
ę za tamto.
- powiedzia
łaś co myślałaś.
- ale to nie by
ła prawda. To wszystko tak szybko się działo, ty mnie przed nimi uratowałeś, a ja cie wzięłam za jednego z nich.  Niesłusznie cie potraktowałam. Gdyby nie ty to byłoby już po mnie.  Za co jestem Ci dozgonnie wdzięczna, przepraszam..
- nic si
ę nie stało. Nie mógł bym pozwolić tym draniom aby Cię skrzywdzili. Zwłaszcza gdy jesteś siostrą mojego najlepszego przyjaciela. Odpowiedział posyłając uśmiech.  Odwzajemniłam gest.
 


2 komentarze:

  1. Bardzo fajnie się czyta ;-)
    Pozdrawiam i zachęcam do obserwacji :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetnie piszesz, mam nadzieję, że nie skończysz na jednym opowiadaniu i będzie tego więcej =)

    PS. Jakby co, zapraszam do mnie ;)

    http://czteryasy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń